poniedziałek, 11 kwietnia 2011

Prolog.

Byłam wkurzona dosłownie na wszystko. Na to, że dzieci krzyczą, na to że babcie siedzą na ławkach i wszystkich obgadują, a także na to, że psy szczekają. Szłam ze spuszczoną głową, czując jak w uszach dudni mi głośna muzyka i kopałam kamienie, które wpadały mi pod nogi. Co za pechowy dzień! Zostawałam wylana z pracy, nie zdałam najważniejszego egzaminu, który był moim stanfordowym „być albo nie być”, a do tego zwinęli mi portfel i komórkę. Żyć nie umierać, kurwa mać.

Pogoda była piękna, zupełnie jakby sobie ze mnie szydziła. No bo co ja teraz zrobię? Pójdę pod most? Nie mam gdzie się podziać, a także odcięto mi jedyny sposób skontaktowania się z rodziną. Pieprzeni kieszonkowcy! Ale przynajmniej mam klucze do mieszkania. Czynsz mam opłacony do początku przyszłego miesiąca, w sumie mam jeszcze trochę oszczędności, ale jak długo tak pociągnę? Miesiąc góra. Jak nie krócej.

Miałam ochotę stanąć na środku placu zabaw i wydrzeć się tak na całego, wykrzyczeć całą swoją złość i frustrację. Nagle poczułam, że na coś wpadam i momentalnie wylądowałam dupą na żwirze. A właśnie dziś założyłam moją nowiutką, białą spódniczkę. I biały top.

Spojrzałam w górę i widząc idiotyczny uśmieszek nieznajomego momentalnie wybuchnęłam gniewem.

  • Co ty sobie kretynie myślisz? Patrz jak łazisz pokrako! - z każda chwilą irytował mnie coraz bardziej, bo zamiast przeprosić i odejść ten stał i się głupkowato uśmiechał. - No i co się śmiejesz? Pomógłbyś mi wstać, a nie. Faceci zawsze są tacy sami. Zgraja idiotów, która myśli, że jest mądra. No pomóż mi kretynie. Myślisz, że jak masz różowego koguta to jesteś fajny? Marna kopia Jareda Leto. Myślisz, że jesteś taki jak on? Pff. Ty mu nawet nie dorastasz do pięt. Niski, chudy, brzydki, nijaki, przeciętny. Wyglądasz na takiego co dwóch zdań porządnie nie umie sklecić, a co dopiero napisać w miarę składny tekst piosenki. Boże, człowieku, albo mi pomóż, albo spieprzaj. Działasz mi na nerwy.

No. Wyżyłam się, lepiej mi. Biedna tylko ta moja ofiara. Ale od dawna irytowały mnie krążące po Los Angeles kopie młodszego z braci Leto. Co trzeci fan „Marsów” to kretyn albo kretynka łażący w różowym irokezie na łbie.

I tak od początku uważałam, że Jared musiał się czegoś dobrze naćpać, żeby zrobić sobie takie dziwactwo na czerepie.

  • Uspokój się, mała – podał mi rękę. O, dżentelmen z niego jak w mordę strzelił. - Co ty masz do mojego irokeza, co?
  • Naprawdę, Leto pierwszy kretyn, a potem cała reszta jego moherowej armii za nim. Czego trzeba się naćpać, żeby zrobić sobie takie różowe dziwactwo na łbie?
  • To nie różowy, to...
  • Błagam, nie zaczynaj tej gadki w stylu pana Jareda. To jest idiotyzm.

W końcu mnie podniósł, a ja z zadowoleniem stanęłam na twardym gruncie i nie pewnie spojrzałam w dół. Przód spódniczki okej, pewnie gorzej z tyłem. No nie ważne. Trzeba pożegnać się z uroczą kopią frontmana Marsów i ruszyć do domu.

Praca się sama nie znajdzie. Dobrze, ze przynajmniej skończyłam kurs fotografii w liceum. Może jakaś agencja mnie zwerbuje.

  • Miło było, ale ja się muszę zwijać – rzuciłam. - I chodź ostrożniej, człowieku. Kolejna osoba, na którą wpadniesz będzie już martwa.

Odchrząknął.

  • Przepraszam? To ty na mnie wpadłaś.
  • Och oczywiście! To wszystko moja wina... - prychnęłam – Chyba w... No nie ważne. Musze spadać. Nara Podróbo.

Naprawdę, wyżycie się na tym idiocie poprawiło mi humor.

  • Jared.
  • CO? - warknęłam.
  • Nazwałaś mnie Podróbą, więc mówię ci jak mam na imię. Jestem Leto. Jared Leto.

Wybuchnęłam gromkim śmiechem.

  • Jasne, a ja to królowa angielska. Dobra, koniec żartów. Nie chcesz mówić to nie. Nie muszę znać wcale twojego prawdziwego imienia. A teraz serio spadam.
  • Nie wierzysz to ci to udowodnię – powiedział wciskając mi w rękę małe coś wizytówko-podobnego. Tylko, że to było twardsze. Zapewne dowód tożsamości.

Przebiegłam wzrokiem po literkach, uśmiechając się przy tym ironicznie. Nie jestem taka głupia, pacan mnie nie nabierze.

Bla, bla, bla... Jared Joseph Leto, data urodzenia – 26 grudnia 1971r... Nic ciekawego...

CHWILA! Co?! Leto?!

Powiedzcie mi, że ja właśnie nie zjechałam Jareda Leto mówiąc, że jest głupi, nijaki, za niski i za chudy... Nie nazwałam także Echelonu moherową armią, a jego irokeza aktem kretynizmu naćpanego człowieka. Prawda?

A myślałam, że nic gorszego mnie w tym dniu nie spotka...




______________________
witam ponownie. z góry przepraszam za błędy i proszę o opinie :)  dawajcie swoje gg, blogi, twittery jeżeli chcecie abym was informowała. albo zapisujcie się na fejsbukowym fanpejdżu ( tak będzie mi o wiele łatwiej :) ) 


12 komentarzy:

  1. Nie ważne, że są to moje ostatnie chwile przed egzaminem. Przeczytałam i chce więcej !

    OdpowiedzUsuń
  2. Ha. Moherowa armia. Rozwaliłaś mnie! Ciekawy prolog. Czekam na number ONE!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja to przeważnie mam tak, że jak coś przeczytam, to potem czekam i czekam na kolejne rozdziały, włażę co chwilę na stronę, i marudzę ogromnie, jakby miał być koniec świata.
    Prolog. Współczuję kobiecie, ta to musiała spotkać przewalonych ludzi na swej drodze, póki nie wpadła na Jareda! Te jej teksty mnie po prostu rozwaliły i śmieję się nadal. A co do przewalonych ludzi- w końcu musiała mieć beznadziejnego szefa, beznadziejnych egzaminatorów i w ogóle wszystko beznadziejne. No, ale jak wpadła na Leto (Jezus Maria!) to teraz już nic nie będzie normalne. Przede wszystkim po tym, jak go nieźle zjechała. ^^,
    Baaardzo ciekawy początek, bo jeszcze nie czytałam takiego pomysłu. Jestem bardzo ciekawa reakcji Jareda, ale w końcu to prolog, więc nie można oczekiwać kontynuacji.
    Pozdrawiam ciepło, jeszcze dziś dodam do linków u siebie ;*
    hipnozja.blog.onet.pl
    Luiza
    PS: AAaaj czemu nie ma anonimowego?

    OdpowiedzUsuń
  4. Zresztą i tak już założyłam, więc luzik ^^.

    OdpowiedzUsuń
  5. ale mu dowaliła! normalnie wielki szacun i pokłon w pas!

    OdpowiedzUsuń
  6. Prawdę mówiąc nie chce mi się teraz komentować,bo wolę oceniać dopiero po przeczytaniu większej części.
    Ale wiedz,że będę tu zaglądać do samego końca z wielką nadzieją,że szybko będą pojawiały się nowe odcinki :D

    hahahaha ! chciałabym zobaczyć minę głownej bohaterki,gdy trzyma w dłoniach dowód Jareda :D O matko,to musiał być szok :D

    Pozdrawiam,
    where-is-your-god.blog.onet.pl

    OdpowiedzUsuń
  7. hmm... fajne ;p dobrze się zapowiada

    OdpowiedzUsuń
  8. hm. chyba pierwsze z takich opowiadan, które mnie zachęciło do czekania na dalsze części.
    ten motyw z dowodem, trochę nie tego jak dla mnie. + J. napewno by nie był taki miły ( takie mam wrażenie, ostatnio zgrywa strasznego artystę xD)
    czekam na części dalsze ;)
    Ps. jakbyś była taka miła i powiadomiła mnie jak dodasz nowy odcinek ;D [gadu:7302284]
    Pozdrawiam Nan.

    OdpowiedzUsuń
  9. nie pozostaje powiedzieć nic innego, jak tylko: czekam na pierwsze rozdziały! ;)
    amy.

    OdpowiedzUsuń
  10. podoba mi się to, jak swobodnie piszesz, narracja nie jest sztuczna, bardzo wielki plus za to :) . Mam nadzieję, że nowy odcinek pojawi się niedługo :]

    OdpowiedzUsuń
  11. Blogspot zrzesza bloggerów... I dobrze. :D Prolog świetny, rozdział pierwszy tak samo. Będziesz informować o nowych chapterach na http://havenofearinyourheart.blogspot.com/ lub na twitterze @thisisnathys ? Prooooszę. :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Nowa notka na http://a-new-life.blog.onet.pl/ Zapraszam ! :D to już drugi twój bloga który czytam i muszę powiedzieć że ten jest tak samo dobry ! Strasznie fajnie piszesz za każdym przeczytanym odcinkiem tęsknie za następnym! I już się nie moge doczekać noewj części :D

    OdpowiedzUsuń